
Dla mądrego są cudownym środkiem do komunikowania się z własną Podświadomością i Nadświadomością. To spotkania ze swoimi duchowymi nauczycielami. To otrzymywanie czystych informacji o przyszłości śniącego, jego bliskich, przyjaciół czy też dramatycznych wydarzeń innych ludzi z innych państw. Wszystko zależy od uduchowienia i rozwoju śniącego. Od jego otwarcia na innych.
Sny nie są niczym zagadkowym, jeśli znamy
Hunę , buddyzm, zen, psychologię głębi, Junga, Freuda czy innych znanych myślicieli. To uświadomienie sobie, że nie jesteśmy zdani tylko na samego siebie, na swoją samotność. To informacja, że zostały nam dane wraz z urodzeniem tzw. Duchy Opiekuńcze", które znają naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. To właśnie nasza Podświadomość i Nadświadomość.
Wielu psychologów ze swoimi klientami pracuje w oparciu o treść
snów i informacje z nich pochodzące. Jest aktualnie wiele senników, również opracowanych przez psychologów. Można też pracować ze swoimi snami w oparciu o stare senniki, bądź ich nowe wydania. Dlaczego te stare senniki mają dużą prawdziwość, bo są znane jako stare źródła, bazujące na przekazach, baśniach i legendach. To one są głównymi symbolami znanymi przez naszą Podświadomość i Nadświadomość, która funkcjonuje o ich znajomość. Baśnie, legendy, mity to stare archetypy, symbole powielane przez tysiące lat.
Jeśli chcemy mieć pożytek ze starego sennika należy kłaść go koło siebie idąc do snu. Zanim się uśnie, trzeba po prostu medytować "na sennik" systematycznie przez dosyć długi czas. Systematycznie, dlatego, aby Podświadomość, która w porozumieniu z Nadświadomością była pewna, że naprawdę tego chcemy. Musi nastąpić utożsamienie się z sennikiem, z symbolami sennymi.
Kiedyś, kiedy zaczynałam moją przygodę z
ezoteryką postanowiłam doświadczyć zjednoczenia się z tym o czym medytowałam. Wszystko robiłam intuicyjnie. Wzięłam muszlę, "porcelankę", wyciszyłam umysł, całą moją uwagę kierując do muszli. Dotykałam ją, gładziłam, przyglądałam się jej wszystkim kropeczkom. W pewnym momencie położyłam się na dywanie kładąc sobie muszlę na splocie słonecznym i w jakimś momencie całkowicie straciłam kontakt z sobą samą. Odnalazłam się na dnie morza, byłam muszlą, widziałam jak przepływają koło mnie ryby, widziałam poruszające się wodorosty i piach na dnie morza pod wpływem przepływających większych ryb. Byłam mentalnie muszlą, widziałam i czułam to co może widzieć i czuć muszla leżąca na dnie morza. Było to cudowne doświadczenie, które dało dowód prawdzie mówiące, co to znaczy utożsamienie się z tym, co jest ważne.
Tak nauczają wielcy mistrzowie w wielu systemach filozoficznych. Jeśli chcesz wiedzieć, "co jest co, stań się tym." Stosowałam tą wiedzę wiele razy w swoim życiu i nigdy mnie nie zawiodła. Rozwinęła moje śnienie i pojawiały się sny dające mi odpowiedzi na moje pytania. W snach spotykałam mojego opiekuna duchowego, w snach dostawałam wiedzę o numerologii, wiedziałam to, co wiedzieć powinnam i co miało służyć mojemu rozwojowi duchowemu. Ale nie tylko, bo dostawałam praktyczne informacje, ostrzeżenia i rady na co dzień.
Wprawdzie
sny miałam od zawsze, odkąd tylko pamiętam, ale jestem urodzeniową "22"-ką i teraz wiem że to normalne. Nie mniej jednak od wielu lat to już świadome korzystanie ze snów. Opiszę jeden proroczy sen, dla mnie cudowny , który według mnie uratował życie mojemu synowi. Śniło mi się, że mój syn wtedy 15letni chłopiec umarł. Leżał w trumnie, a ja stałam i wpatrywałam się w niego umierając z bólu i rozpaczy. Podeszła do mnie moja siostra, położyła mi rękę na ramieniu i powiedziała, odejdź już, trzeba zamknąć trumnę. Wtedy dopadła mnie w jednym ułamku chwili tęskna i ból, jakich bym doświadczała przez całą resztę życia bez mojego syna. Było to tak straszne, że na szczęcie dla mnie obudziłam się, bo gdyby to miało trwać dłużej, chyba bym w tym śnie oszalała i obudziła się już nie taka. Z płaczem zerwałam się z łóżka i pobiegłam do pokoju syna. Do rana już nie usnęłam. We śnie wszystko było wręcz absurdalnie prawdziwe, rzeczywiste aż do szczegółów. Ta prawdziwość tego snu spowodowała, że podjęłam decyzję. Powiedziałam rodzinie i synowi, że nie wyjdzie z domu tak długo, jak długo nie dostanę we śnie informacji, że niebezpieczeństwo już minęło. Niełatwo było to wytłumaczyć 15-letniemu chłopakowi, ale moi bliscy wiedzą, że jak coś postanowię to nie ma zmiłuj się. Piątego dnia miałam taki sen: Śni mi się mój syn. W rzeczywistości jest bardzo wysoki, bo na dzisiaj ma 190 wzrostu. Więc jako 15-letni chłopak był już bardzo wysoki. Stał uśmiechnięty przede mną. Na szyi miał złoty medalion z twarzą Matki Boskiej. Stałam i wpatrywałam się w twarz Madonny. Twarz była żywa, a Matka Boska uśmiechała się do mnie. W pewnym momencie odebrałam Jej myśli w moim umyśle. Powiedziała: " już się nie martw, niebezpieczeństwo już minęło". I nikt mi nie powie, że ten sen nie uratował życia mojemu dziecku.
W naszym systemie religijnym to właśnie Matka Boska jest symbolem miłości macierzyńskiej. To Ona utraciła swoje dziecko, to do Niej zanosimy modły o zdrowie naszych dzieci. To jeden z piękniejszych archetypów. Podświadomość w sposób jednoznaczny oparła się, projektując dla mnie sen, o najlepszy symbol jaki można było mi przekazać.
Opowiem Wam kolejne z

darzenie inicjowane przez
sen. Cała akcja tam na górze musiała zostać przemyślana wcześniej, wiedząc czym są dla mnie sny i że nie zlekceważę snu. To było jakieś 15 lat temu. Jesienią, wtedy nie wiedząc dlaczego, dopadła mnie przemożna potrzeba pojechania nad morze do Kołobrzegu. Kołobrzeg i nic innego. Jesienią. To parcie na mnie było tak duże, że zmusiłam męża do pakowania się i wyjazdu na ślepo. Nie miałam kwatery, nic nie załatwione. Jechałam gnana jakimś impulsem. Rano byliśmy w Kołobrzegu. Bardzo łatwo znalazłam do wynajęcie dwa pokoje z kuchnią bez telefonu, a nie miałam jeszcze komórki. Na trzecią noc miałam taki sen. Jestem na brzegu morza, które jest oddzielone szerokim, nie bardzo wysokim murem. Widzę, że na murze leży utopiony około 16-letni chłopak. Słyszę jak ludzie mówią, że w morzu jest jeszcze dwóch chłopców i nurkowie ich szukają. Mówię do męża, ratujmy ich, a mój mąż chwycił mnie za rękę mówiąc - zostaw, daj spokój. Wyrwałam mu tą rękę i podbiegłam do chłopca leżącego na murze. Nie żył już. Miał jasne, lekko falujące włosy, ładne regularne rysy twarzy. Byłam zrozpaczona śmiercią młodego chłopaka. Zobaczyłam jak kawałek dalej nurkowie wciągali na mur ciała pozostałych dwóch chłopców. Zszokowana obudziłam się. Było rano. Obudziłam męża opowiadając mu ten sen. Chciałam jak najprędzej zadzwonić do moich synów, aby upewnić się czy u nich wszystko w porządku, więc zmusiłam męża do wstania i poszliśmy przy ulewie i wichurze na pocztę, by stamtąd zadzwonić. Na poczcie usłyszałam, że na Bałtyku jest wyjątkowo silny sztorm. U moich synów wszystko było okey i trochę zdezorientowana wyszłam przed pocztę. W mojej głowie odezwał się głos "biegnij nad morze na molo!" Nauczyłam się nie lekceważyć tego głosu w tyle głowy. Przez wiatr krzyknęłam do męża. Biegniemy na molo. Wcześniej przewrócił się i chodził o lasce, bo potłukł kolano. Był głodny, przemoczony i zły, ale On też wie, kiedy nie można się ze mną targować. Biegłam z poczty nad morze na molo. Nie wiem ile to trwało, ale dobiegłam do mola. Stanęłam na początku tego bardzo długiego pomostu i nic nie widzę. Pusto wokół. Znów stanęłam zdezorientowana, ale głos wręcz krzyknął "biegnij", więc pobiegłam dalej. Molo w Kołobrzegu ma trzy poziomy. Jeden powiedzmy, że na poziomie pomostu biegnącego od poziomu ziemi. Drugi poniżej tego poziomu około półtora metra nad poziomem morza okolony szerokim murem. A trzeci, tarasowy, wysoko ponad tymi dwoma poziomami okolony metalowym, nazwijmy, to płotem. Kiedy dobiegłam do samego końca na dolnym poziomie, na murze szerokości około półtora metra, zobaczyłam stojących trzech chłopców. W międzyczasie dobiegł do mnie mój mąż. Powiedziałam do niego "ratujmy ich", złapał mnie za rękę mówiąc "zostaw, daj spokój". Wyszarpałam mu tą rękę i chwilę stałam w ciszy mojego umysłu. Po chwili usłyszałam, odczułam ich myśli, to, co oni czuli stojąc na tym murze w zderzeniu z tym sztormem. Było ich trzech. 1-szy bał się 2-go i 3-ego że go wyśmieją, że ma cykora. 2-gi bał się 1-go i 3-go, że go wyśmieją, że ma cykora. 3-ci bał się 1-go i 2-go, że go wyśmieją że ma cykora. Stworzyli w ten sposób zamknięty krąg strachu nawzajem przed sobą. Bali się też tego, co działo się na morzu, bo ono szalało przy wyjącym wietrze. Ale strach przed mianem tchórza był silniejszy u tych młodych chłopców. W jednej chwili wiedziałam co mam zrobić, aby z honorem mogli zejść z tego muru, na który zresztą nie wolno wchodzić. Podeszłam do nich najbliżej jak się dało i poprzez ten wyjący wiatr krzyczałam: "Chłopcy, błagam zejdźcie z tego muru, śniliście mi się wszyscy potopieni. Jeśli nie zejdziecie to ja za chwilę dostanę zawału i umrę na waszych oczach". Jeden z nich odwrócił się do mnie i wtedy zobaczyłam absolutnie tą samą twarz z blond falującymi włosami, utopionego chłopca z mojego snu. Cała trójka z ulgą zeskoczyła z tego muru. "przecież nie mogli dopuścić do tego, aby jakaś wariatka umarła przez nich". Ich honor nie został naruszony. Ja dosłownie leciałam z nóg. Mąż wziął mnie pod pachę i pomógł mi wejść schodami na górny taras. Stanęłam chwytając się silnej poręczy, a mąż otoczył mnie ramionami, stając za mną i też rękami chwycił się tej metalowej poręczy. To wszystko, cała ta akcja trwała parę minut, może dwie, trzy .Tyle co weszliśmy na górę i stanęliśmy przy barierce, łapiąc się za poręcze. Napłynęła fala idącą jakby brzegiem morza. Była tak strasznie wysoka, że nas stających na górnym tarasie przelała. Przetoczyła się po nas. Gdyby nie te ręce przywarte do barierki, do poręczy, to chyba nie utrzymalibyśmy się na nogach, na górnym tarasie. Byliśmy zlani do samych włosów. Kiedy fala przetoczyła się po nas, po chwili usłyszałam za plecami głos. Czy pani wie co by się z nimi stało tam na dole, na murze, bez żadnego oparcia dla nóg, dla ciała, w tych ciepłych kurtkach, przy tym sztormie, który uniósł by ich w głąb, a kurtki nasączone wodą stałyby się ciężarem? Okazało się, że zanim my przybiegliśmy do nich, na górnym tarasie stał mężczyzna i wszystko obserwował, tylko on nie wiedział jak sobie z nimi poradzić. W domu już wysuszeni i przebrani doszliśmy do wniosku, że gdzieś tam na górze, ktoś w "niebieskiej administracji" popełnił błąd, a chłopcy mieli nadal żyć. Ponieważ moje
sny nigdy mnie nie zawiodły, więc ja ich nigdy nie lekceważę. Więc myślę, że to był powód, dla którego "zlecono mi misję" stosując na mnie ogromną presję do wyjazdu nad morze w połowie października. Bo już tam na miejscu wszystko działo się wg scenariusza z mojego snu. Nawet słowa męża we śnie, jego chwycenie mojej ręki, były jak przekalkowane ze snu do realu. Nawiasem mówiąc, to był jedyny wyjazd nad polskie morze.
Moje absolutne zaufanie do snów, zapisywanie ich przez całe lata dawało mi ogromne poczucie bezpieczeństwa, pewność, że nie jestem sama, bez opieki i pomocy, bez rady i pocieszenia. Myślę, że ta pewność, że nie jestem zdana całkowicie sama na siebie, że każdy z nas, a więc i ja, może dostać pomoc z góry, jest dla mnie wielką rzeczą. Przecież ta "samotność w tłumie" najbardziej nas przeraża, szczególnie w chwilach zagrożenia. Mając tą pewność, że nie jesteśmy sami, daje wsparcie nawet w najtrudniejszych chwilach, również w momencie "przechodzenia na drugą stronę".
Opowiem jeszcze jeden
sen. Dawno temu, około 20 lat miałam operowane cysty na obydwóch piersiach. Jedną pierś operowano dwa razy , a drugą jeden raz. Był taki okres w moim życiu, jakieś 17 lat temu, że musiałam przemyśleć siebie samą. Potrzebowałam oderwania się od ludzi i życia w mieście. Byłam po ciężkich traumatycznych doświadczeniach, chora, na rencie. Więc niewiele się namyślając, za ostatnie pieniądze kupiłam w Beskidzie Wyspowym mały, drewniany dom. Położony absolutnie bajkowo. To był maleńki przyczółek, trzy domy, pod samą górą i wielkim lasem. Z mojego domu wchodziłam na cudowną latem łąkę i wchodziłam do swojego własnego lasu. Tam doświadczałam "bliskich spotkań mojego III stopnia". Dużo fizycznie pracowałam pomagając przy remoncie. Może to było powodem, że zaczęła mnie boleć prawa pierś. Trochę się niepokoiłam. Ale w jednym momencie pomyślałam: przecież wszystkiego dowiem się we śnie. Wtedy zawsze wieczorami medytowałam bezpośrednio przy materacu leżącym na pachnącej świeżej, drewnianej podłodze i prosto z medytacji wchodziłam w sen. W medytacji prosiłam o
sen na temat moich piersi, czy jest jakieś zagrożenie dla mnie. Oto mój sen: stoję przed lustrem, rozebrana do pasa. Widzę moje piersi. W pewnym momencie obraz znika, a w lustrze przed moimi oczami pojawia się mój gruczoł pokarmowy. Jest wielkości szklanki, pomalutku obraca się wokół własnej osi, a mój głos w tyle głowy mówi do mnie - przyjrzyj się dokładnie, śluzówka jest czysta, nie ma żadnych patologicznych zmian. Masz stan zapalny gruczołu pokarmowego, przez to gruczoł jest powiększony i to powoduje ból. Ale nic Ci nie grozi, możesz się niczego nie obawiać.- koniec snu. Rano się obudziłam, jak zwykle zapisałam sen. Mimo tego postanowiłam od razu jechać do lekarza. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Za godzinę byłam w samochodzie i jechałam do Krakowa. Trafiłam na lekarza, który znał moje problemy. Na "cito" dał mi skierowanie na USG mówiąc "o godzinie 13-tej będę miał wyniki proszę być na 13-stą". Byłam. Wziął wyniki do rąk i mówi : " Proszę Pani, śluzówka jest czysta, nie ma żadnych patologicznych zmian, ma Pani stan zapalny gruczołu pokarmowego, przez to gruczoł jest powiększony i to powoduje ból. Ale nic Pani nie grozi, może się Pani niczego nie obawiać." Ten sam tembr głosu, ta sama kolejność słów, dosłownie jak przekalkowane ze snu.
Takich "przekalkowań" miałam i mam bardzo dużo. Moje sny to temat rzeka i będę o tym pisała w książce. Jeśli chcecie mieć kontakt ze swoim największym przyjacielem, opiekunem, doradcą, to swoje
sny traktujcie poważnie. Wiem, że to nie zawsze jest łatwe ze względu na warunki rodzinne, mieszkaniowe na brak intymności tuż przed samym zasypianiem. Ja wszystko rozumiem, ale też wiem, że wybrany sennik, zawsze ten sam, wkładany pod poduszkę i rozmyślania na temat sennika, snów, w pewnym momencie systematycznej pracy zacznie dawać wspaniałe wyniki.
Szczególnie polecam pracę z własnymi snami ludziom samotnym, opuszczonym. Noc wtedy przestaje być koszmarem, a zaczyna być czymś w rodzaju życia alternatywnego, gdzie wszystko staje się możliwe. Można przeżywać wspaniałe przygody z przyjaciółmi, rodziną, bliskimi lub doświadczając przygód z nieznanym. Można doświadczać przygód erotycznych.
Jest dużo dobrej literatury na temat
snów, świadomego śnienia. Polecam tą literaturę i otwarcie się na korzystanie ze snów.
Laura Mei